Sylwester w Stodole
Opis z dużą ilością zimowych zdjęć sylwestrowego wyjazdu w Sudety. Szczegółowa relacja z chatkingu w chatce pod Śnieżnikiem i instrukcja jak dobrze się bawić w Stodole.
Międzygórze, Stodoła, chatking, wiating, Śnieżnik, schronisko, kotlina kłodzka, góry, krajobrazy, zima, śnieg, widoki, zachód słońca
51530
post-template-default,single,single-post,postid-51530,single-format-standard,eltd-core-1.1.3,borderland-theme-ver-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,paspartu_enabled,paspartu_on_bottom_fixed,grid_800, vertical_menu_with_scroll,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Sylwester w Stodole

i chatking pod Śnieżnikiem

Sylwester w Stodole

Koniec roku to czas szczególnej dla nas tradycji – wyjazdu w Sudety do Międzygórza – małej magicznej miejscowości w obrębie Masywu Śnieżnika. To właśnie tam już od kilku lat zbieramy się z grupą znajomych aby wspólnie zakończyć rok huczną imprezą Sylwestrową. Gościmy się wtedy w Schronisku Stodoła, budynku z długą historią, ukrytym na skraju lasu ponad miejscowością. 

“Nasza” Stodoła nie jest miejscem dla każdego przeciętnego turysty. Po pierwsze – w zimie jeśli nie masz samochodu z napędem 4×4, raczej nie podjedziesz do niej samochodem. Żeby do niej dotrzeć trzeba odbyć 20-30 minutowy spacer pod dość stromą górę. Zatem zapomnijcie o braniu walizki! Po drugie nie ma co liczyć na własny kąt – jest to jedna duża izba, w której wszyscy śpią w tzw “kupie”. Po trzecie – nie ma tam knajpy, ani baru czy obsługi więc wszyscy wspólnie gotują w jednej kuchni i razem sprzątają po posiłkach. Jeszcze dwa lata temu dodatkową atrakcją było trafiające się od czasu do czasu delikatne kopanie prądu pod prysznicem. W tym roku Zarządca zajął się problemem i obyło się bez “elektryzujących” doznań 😉 

Dla Nas to wszystko ma swój urok, stwarza super warunki do integracji i wspólnego spędzania czasu. Wieczory przy kominku z gitarą, sterta przywiezionych planszówek do dyspozycji, występy impro naszego kolegi Majkela, dowcipy Łukasza, wspólne gotowanie, brak zasięgu w telefonie – to sprawia, że w Stodole czas mija wolniej i niezwykle przyjemnie. 

Dodatkowo okolice Miedzygórza oferują mnóstwo możliwości aktywnego spędzania wolnego czasu na powietrzu. Można wybrać się niezwykle malowniczym czerwonym szlakiem  na Śnieżnik – około 3 godziny lub nie mniej urokliwym niebieskim, półtorej godziny na Czarną Górę. Zimą można jeździć po okolicy na biegówkach, a latem można przemierzać te same szlaki na rowerze górskim.

Chatking

W naszej tradycji sylwestrowej narodziła się taka minitradycja – przedsylwestrowe biwakowanie w okolicy Śnieżnika w namiotach. Zwykle kilku śmiałków wybierało się na nocne wyjście w góry i rozbijało się z namiotami pod Śnieżnikiem lub na Średniaku. Również w tym roku w planie był wieczorny wypad, ale tym razem w miejsce inne niż zwykle i bez namiotów. 

Znana Wam z wyprawy na Babią Górę ekipa, na dwa dni przed Sylwestrem zaplanowała wyjście na nocleg do Chatki pod Śnieżnikiem. Po ostatnich nieprzyjemnych nocnych doświadczeniach na Diablaku postanowiliśmy tym razem wyjść na szlak na tyle wcześniej aby nie szukać noclegu po ciemku. Planowaliśmy jak nigdy, wyszło jak zawsze.  Ze Stodoły ruszyliśmy około 13:30, po krótkim postoju w Międzygórzu ruszyliśmy w dość długi spacer na koniec miejscowości do parkingu pod skocznią skąd rusza czerwony szlak na Halę pod Śnieżnikiem. Stąd do  Schroniska PTTK na Hali pod Śnieżnikiem czasówki wskazują 2 godziny marszu. Warunki do trekkingu tego dnia były idealne. Było mroźno, ale bezwietrznie i nie padał śnieg. Nad nami rozciągało się  przejrzyste niebo i z każdą chwilą gdy my byliśmy coraz wyżej nad poziomem morza, a Słońce coraz niżej nad linią horyzontu aura wokół nas robiła się coraz bardziej bajkowa. Nasi dwaj fotografowie nie mogli przejść obok takich widoków obojętnie więc nasz trekking znacznie się wydłużał, ale nikt z nas jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Do Schroniska dotarliśmy tuż przed zachodem Słońca. Miejsce to jest nam znane z wielu wcześniejszych wycieczek, zdarzyło się nocować i musimy przyznać, że bardzo lubimy to Schronisko i jego opiekuna. Łasuchom polecamy tamtejszą szarlotkę z bitą śmietaną i jagodami – zdecydowanie jeden z faworytów na najlepszą szarlotkę schroniskową, a koneserom piwa – lokalny Śnieżnik.

Po krótkiej przerwie regeneracyjnej w cieplutkim Schronisku, ruszyliśmy w ostatni, ale też nieznany fragment szlaku. Lokalizację Chatki mieliśmy zapisaną w mapach w zegarkach i wydawało się, że spokojnie do niej trafimy. Poza tym noc była jeszcze młoda – godzina 18, więc w razie niepowodzenia misji zawsze mieliśmy opcję powrotu do Schroniska i spania na glebie. Wychodząc na szlak zapytaliśmy o Chatkę opiekuna w Schronisku. Zapewnił nas, że szlak nawet przy tak dużej ilości śniegu będzie w tamtym kierunku dobrze wydeptany.

Ze Schroniska w stronę Chatki należy ruszyć niebieskim szlakiem w kierunku Przełęcz Sucha. Rzeczywiście już tutaj od samego początku było widać w śniegu doskonale przetartą ścieżkę. Idąc spory kawałek bajkowym lasem stwierdziliśmy, że pomimo mrozu warunki na nocny spacer były świetne. Przyświecał nam księżyc, a od pewnego momentu również łuna świateł z pobliskiego stoku narciarskiego na Czarnej Górze. Choinki pokryte śniegiem wyglądały niczym uśpione leśne ludziki w białych płaszczach. Fragment niebieskiego szlaku, którym szliśmy jest trawersem po zboczu Śnieżnika więc nie jest wymagający fizycznie. Po około 30-40 minutach marszu dotarliśmy do granicy Rezerwatu pod Śnieżnikiem i miejsca gdzie szlak odbija w dół. Wiedzieliśmy, że gdzieś tutaj powinniśmy odbić ostro w prawo. Rzeczywiście po prawej od ścieżki zauważyliśmy sporo śladów po brodzeniu w dosyć głębokim śniegu i postanowiliśmy udać się w tym kierunku. Po kilku krokach w śniegu po kolana ślad odbijał jeszcze mocniej w prawo. Stwierdziliśmy, że spróbujemy w tym kierunki. Ale tutaj ślad jakby kręcił się w koło, a śniegu było jeszcze więcej. Poza tym zaczęliśmy oddalać się od szlaku na GPS i kierować się w stronę znajdującego się tutaj skrótu na szczyt. Postanowiliśmy się wycofać, ale nie do punktu wyjścia, tylko bardziej w prawo, żeby złapać szlak z nawigacji. Śniegu było już po uda, a my brodziliśmy tak już pewnie dobre pół godziny. Dodatkowo miejsce w którym byliśmy było pełne wiatrołomów, co nie ułatwiało przeprawy przez śnieg. Marcin wyszedł mocno na przód i zginął nam z pola widzenia. Do chatki mieliśmy jeszcze 850m w linii prostej i Łukasz zaczął się buntować, że w takim śniegu ten dystans nie ma sensu. Po chwili we trójkę zatrzymaliśmy się, bo Marcin powiedział, że zaraz do nas wróci. Sam parł do przodu i po paru minutach głośnym wołaniem oznajmił, że chyba widzi ścieżkę w oddali. Zaczęliśmy przedzierać się przez śnieg i powalone konary drzew w jego stronę. Opłaciło się – znaleźliśmy ścieżkę i znowu byliśmy “na tropie”. Tutaj ścieżka była bardzo dobrze wydeptana i zastanawialiśmy się gdzie w takim razie był jej początek, ale stwierdziliśmy, że sprawdzimy to rano. Stąd było już z górki, po około 25 minutach marszu tuż przy ścieżce ukazało nam się małe światełko w zaparowanym okienku domku. Ktoś był już w środku, to znaczy że jest nagrzane 🙂 W domku było 5 osób, część z nich to starzy bywalcy. Dzięki ich uprzejmości dowiedzieliśmy się trochę o historii tego miejsca, ale i o smutnym, i nagannym zachowaniu odwiedzających. 

Chatka pod Śnieżnikiem lub inaczej Domek myśliwski na Czarcim Gonie pod Śnieżnikiem to dwuizbowy samoobsługowy schron myśliwski wybudowany na początku XX wieku. Niestety historia domku nie jest dokładnie znana. Kiedyś był to oficjalny domek myśliwskim okolicznego nadleśnictwa. W tej chwili nie wiadomo jaki jest jego status. Został oddany turystom jako bezpłatny schron noclegowy. Jest wyposażony w piec kaflowy na drewno. Opał trzeba sobie samemu zorganizować, ale na szczęście do dyspozycji jest siekiera i piła. Oprócz tego jest wyposażony w drobny sprzęt kuchenny i niewielkie zapasy pozostawione przez anonimowych opiekunów i odwiedzających. Domek przechodził wiele remontów dzięki uprzejmości nieznanych osób. Niestety wiele z tych prac poszło na marne z powodu głupoty i lekkomyślności nocujących w nim ludzi. Chatka ze względu na łatwy dostęp jest coraz częściej odwiedzana przez turystów. Niekoniecznie takich, dla których ważny jest jej przyszły los. Wiem, że pisząc o domku prawdopodobnie zachęcimy kilka osób do jego odwiedzenia na survivalową wycieczkę, ale pamiętajmy aby Chatkę po noclegu zostawić w takim stanie w jakim sami chcielibyśmy ją zastać! 

Wróćmy do wydarzeń tamtego wieczoru. Podczas gdy my rozgościliśmy się już w domku, na ten sam szlak wybrało się jeszcze kilka osób z naszej “stodolanej ekipy”. Po naszych komplikacjach ze znalezieniem ścieżki liczyliśmy się z tym, że z ciepłego domku być może będziemy musieli wysłać ekipę wsparcia. Udało nam się nawiązać z nimi łączność gdy dotarli do Schroniska. Przekazaliśmy opis trasy i daliśmy wskazówki o ścieżce. Dokładnie 4 różne wskazówki, bo każdemu z nas wydawało się, że na ścieżkę trafią dzięki zapamiętanym przez nas różnym punktom na szlaku. Na dokładkę jeden z kolegów będących już w domku też dorzucił coś od siebie 🙂 Na wszelki wypadek wysłaliśmy im naszą lokalizację i vice versa, i śledziliśmy ich położenie w trakcie marszu. Wszyscy razem dotarli do nas bez większego problemu po około godzinie od wyjścia ze Schroniska. Nie mieli najmniejszego problemu żeby znaleźć ścieżkę do Chatki 🙂 

Po przywitaniu ich w domku i krótkiej rozmowie przy grzanym winie wszyscy rozłożyliśmy się w swoich kątach. Nasza czwórka rozgościła się w drugiej izbie na parterze, a pozostali wdrapali się na również dostępne do spania poddasze. 

Niezbyt spokojna noc upłynęła nam pod znakiem donośnego chrapania jednego z gości Chatki, dlatego rano przeciągneliśmy nasz sen dosyć długo. Obudziliśmy się około 10. Wypiliśmy po kubku herbaty na rozgrzanie, spakowaliśmy nasze śpiwory do plecaków, zebraliśmy śmieci, które zostały nam po wczorajszej kolacji i ruszyliśmy w drogę powrotną. Po wyjściu z Chatki znów przywitała nas bajkowa zimowa aura. W dzień mroźna kraina wyglądała jeszcze cudowniej niż wieczorem. Biały śnieg pięknie kontrastował z błękitem czystego nieba. Spacer w takim otoczeniu znów obfitował w mnóstwo przerw technicznych, to znaczy fotograficznych.

Gdy dotarliśmy do fragmentu ścieżki, w którym zostały ślady po naszej wczorajszej przeprawie przez śnieg uśmialiśmy się sami z siebie bo dosłownie 30m dalej był punkt, z którego na tą przeprawę wystartowaliśmy. Gdybyśmy wieczorem zamiast skręcać ostro w prawo w głęboki śnieg, zrobili kilka kroków prosto, dostrzegli byśmy doskonale wydeptaną wąską ścieżkę do Chatki. Coż… widocznie tak miało być 🙂 Torowanie w śniegu też było całkiem fajną przygodą! 

Tak wyglądała nasza prosta droga do chatki. Trzeba tylko wziąć poprawkę, że wszystko było białe, a nie zielone.

Stąd już prosta droga w kierunku Schroniska i po śniadaniu, w mniejszych podgrupach ruszyliśmy na dół do Międzygórza. W ogonie zostali nasi fotografowie i poszukiwacze wrażeń Marcin i Stasiu. Oczywiście nie zeszli w dół normalnym szlakiem tylko wynaleźli mały skrót – kilka zdjęć poniżej.

Pożegnanie roku

Po powrocie do Międzygórza i prawie dwóch dniach wycieczki czekała nas na koniec dnia odrobina luksusu w cenionym przez nas Alpejskim Dworze. To przeuroczy pensjonat tuż przy ścieżce z miasteczka do Stodoły. Lubimy go odwiedzać z kilku powodów – przepyszna kuchnia, przemiła obsługa i możliwość wynajęcia sauny i gorącej balii na wyłączność nawet gdy nie jest się gościem pensjonatu. Plan na wieczór zakładał dwugodzinny relaks, po – pyszna kolacja, a na zakończenie powolny spacer pod górę do Stodoły. To były naprawdę cudowne dwa dni wrażeń i przygód!

Następnego dnia przyszedł czas na rozstanie z 2019 rokiem. Nasze imprezy sylwestrowe w Stodole są wyjątkowe pod wieloma względami. Po pierwsze “dress code” – nikt z nas nie przejmuje się strojem czy fryzurą, najwygodniej imprezuje się w wyciągniętym dresie.
Z resztą – warunki nie sprzyjają eleganckim sukienkom i czesaniu fryzur na szczotkę. Po drugie program rozrywkowy – już podczas jednego z pierwszych Sylwestrów w Stodole, nasz kolega Majkel stworzył piosenkę o wszystkich uczestnikach wyjazdu. Jego autorski numer co roku jest rozszerzany o nowe wersy w zależności od debiutantów w Stodole. Piosenka jest zawsze odśpiewana w wieczór sylwestrowy. Po trzecie – uczestnicy imprezy. W chwili gdy wybije północ wszyscy zbierają się pod Stodołą i świętują Nowy Rok falą niezwykłych życzeń. Nikt nie odklepuje zwyczajnego “Wszystkiego Najlepszego”. Każda z 30 osób w Stodole to odmienna historia i odmienne życzenia. Właśnie wtedy stojąc godzinę na mrozie w kolejce z życzeniami, prawie jak na ślubach, czujesz, że jesteś wśród wyjątkowych i bliskich Ci osób. I to właśnie w “naszej” Stodole jest najważniejsze! Nasi przyjaciele! Dziękujemy Wam za kolejny wspólny Sylwester!

Przydatne informacje – podsumowanie

Kilka przydatnych linków: